Jolanta

„Nie ma to jak Kanary, słońce, morze i jędrny chochlik pod siodłem” – pomyślała Jolanta unosząc się rytmicznie na męskim ciele. 

Trochę szkoda, że to nie jej chochlik z Trójmiasta, ale nie mogła go zabrać. Opętanie minie po jakimś czasie i jeśli kiedyś wróci do tej dziury, to będzie musiała pętać go na nowo. Miała szczęście, że na niego trafiła, był dla niej idealny. Wysoki, barczysty i bardzo silny. No i ten jego wielki i niewyczerpany członek.

Podskakiwała coraz szybciej, żałując, że organ, który właśnie w niej drży, nie jest większy.  Trudno, chochlik z Trójmiasta był już historią, musiała się z tym pogodzić.

Jak on miał na imię? Bo przecież jakieś imię musiał mieć, ale nawet jeśli Jolanta je kiedyś poznała, to nie była w stanie sobie go przypomnieć. Chochlik, no, po prostu chochlik. 

Jej ogier ruszył do finiszu i po chwili poczuła pierwsze skurcze orgazmu. 

Tak, Kanary to był zdecydowanie dobry pomysł. 

Chochlik skończył i mimo że materiał do eliksirów przepadł, nie przejmowała się tym tak bardzo. Na razie miała zapasy, a i tak musiała przez jakiś czas siedzieć w ukryciu. 

Sprawa Źródła była rozpatrywana przez Radę. Może byli powolni, szczególnie ostatnio, ale zawsze doprowadzali sprawy do końca. To zresztą nieco paradoksalne, że w czasach kiedy komunikacja kulała, potrafili się zebrać i coś postanowić w ciągu kilku dni, a teraz, kiedy informacje zbierają w nanosekundy i rozmawiają z całym światem online, od miesiąca debatują. Najpierw musiał się tłumaczyć Eustachy. Jako członek Rady przegapił Źródło, a ono rosło sobie tuż pod jego nosem, przez dwadzieścia lat. Potem wykazano, że zaklęcie pod którym ukryto Źródło, było na tyle silne, że nie tylko sam Eustachy, ale cała Rada w komplecie, nie byłaby w stanie wywąchać dziewczyny. Zaczęto więc sprawdzać, kto jest w stanie rzucić takie zaklęcie. Ponad tydzień dyskutowali o wróżkach, chociaż wszyscy wiedzą, że od jakichś dwustu lat nie pokazują się nikomu na oczy. I umówmy się, powoli stają się legendą, zresztą jak samo Źródło. Kolejno sprawdzano moce miejscowych wilkołaków i chochlików. Ci pierwsi potrzebowaliby pomocy wiedźm, a drudzy dawno zapomnieli, jaką mocą potrafią władać. I tak wszystkie poszlaki wskazały na wiedźmy. I nawet te, które zasiadają w Radzie i z tej racji nigdy nie były i nie będą członkiniami żadnego Konwentu, nie oponowały.

Ba, Maria wręcz wskazała miejscowy Konwent, jasno i wyraźnie, już na początku obrad, kiedy jeszcze byli nad morzem, jako jedynego możliwego sprawcę. Zdrajczyni.

A Konwent, postawiony pod murem, zaczął tłumaczyć swoje zachowanie, jednocześnie usilnie próbując nie przyznać się do winy. Wiedźmy wypowiadały się tak pokrętnie i niezrozumiale, że Rada zaczęła się niecierpliwić. Jolanty przy tym nie było. Zanim nadęta Hekate zdążyła ją wezwać, siedziała już na saharyjskim piasku na Fuerteventurze, słuchając szumu Atlantyku.

Może niesłusznie, może Rada powinna się dowiedzieć, jak to wiedźmy przez dwadzieścia lat nie doszły do porozumienia, czy Źródło sprzedać czy skonsumować. Mogłoby się to skończyć rozbiciem trójmiejskiego konwentu. Zresztą ciągle może. Rada ciągle debatuje. Ale Jolanta miała to już głęboko gdzieś.

Westchnęła. Teraz musi zacząć myśleć o przyszłości. I ułożyć ją sobie jakoś bez nadętej Hekate. Kanary to tylko przystanek. Kiedy będzie wiadomo, czy Rada ją ściga czy nie, ruszy dalej. 

Obejrzała się na chochlika, który wciągnął lniane spodnie i bez koszuli, na bosaka ruszył brzegiem w kierunku baru. Słusznie, kazała mu przecież przynieść drinki, przeleciała go zanim ruszył.

Tak, rozłożyła się na leżaku, Kanary to był zdecydowanie dobry pomysł.

1 komentarz do wpisu “Jolanta”

Dodaj komentarz